Emil GajdasNiewiele jest w historii powiatu tarnogórskiego, a Radzionkowa w szczególności, postaci tak wszechstronnych, obrotnych, osiągających kompromisy w pozornie beznadziejnych sprawach. Jednocześnie zaś tragicznych, tracących bliskich dla wyższych idei. W biografii Gajdasa można znaleźć młodzieńczy zapał, niespotykaną operatywność, zdolność do działania w zmieniających się praktycznie z dnia na dzień warunkach politycznych, wierność własnym ideałom, z drugiej zaś strony ostateczny tragizm niesprawiedliwej pokuty za swoją wieloletnią działalność na rzecz ludzi, objawiający się przymusową ucieczką z kraju, chorobą i w końcu śmiercią w państwie, o które nigdy nie zabiegał...

Emil Gajdas urodził się 23 listopada 1879 roku w Zabrzu. Miasto znajdowało się w granicach osiągającej powoli apogeum potęgi II Rzeszy - jednak w rodzinie Gajdasów mówiło się po polsku. Na porządku dziennym było czytanie polskiej literatury, omawianie polskiej historii. Takie klimaty wychowawcze zaważyły znacząco na jego późniejszej działalności.

Emil nie był jedynym dzieckiem w rodzinie Gajdasów - jako jedyny przetrwał jednak czas dzieciństwa, podczas gdy jego bracia zmarli na dyfteryt. Ojciec - Ludwik Gajdas - pracował jako walcmistrz w hucie, matka zajmowała się potomstwem. Ot- typowa śląska rodzina robotnicza.

Jedynak Gajdasów - może w akcie podzięki za ocalenie spośród grona rodzeństwa- został przeznaczony do stanu duchownego. Miejscowy ksiądz współfinansował jego wykształcenie począwszy od gimnazjum w Gliwicach aż po studia w seminarium we Wrocławiu. Tu jednak Emil poszedł własną drogą przerywając naukę i decydując na odcięcie dotacji. Odtąd utrzymywał się z korepetycji. Podjął studia w Greifswaldzie (Gryfii) na filologii klasycznej - to jednak też nie była ostateczna decyzja bo po dwóch semestrach je przerwał i wrócił Wrocławia, gdzie skończył edukację z tytułem magistra chemii. We Wrocławiu zetknął się po raz pierwszy z polskim ruchem narodowym- na uniwersytecie tym od dawna działało prężne koło polskich patriotów, które już w 1863 roku dostarczało kadr powstańcom styczniowym.

GajdasPraktyki farmaceutyczne pobierał m.in. w Zielonej Górze i Strzelcach Opolskich, gdzie poznał swoją przyszłą żonę Laurę- dystyngowaną mężatkę, żonę wysokiej rangi urzędnika niemieckiego Larischa. Laura wkrótce owdowiała. Od roku 1913, już jako małżeństwo, zamieszkali w Radzionkowie. Emil, Laura oraz jej dwóch synów z pierwszego małżeństwa - Rudolf (miał wkrótce zginąć na froncie w Belgii) i Walter zajęli mieszkanie nad apteką, w której ojciec rodziny podjął pracę. Należała do niemieckiej rodziny Rothkeglów.

Od początku udzielał się społecznie. Miał swój udział w tworzeniu lokalnych oddziałów stowarzyszeń, m.in.: Banku Ludowego, gniazda Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" i kółka śpiewaczego. Jesienią 1918 roku, w momencie krytycznym dla upadającej II Rzeszy, ujawnił swoją prawdziwą pasję - stał się aktywnym powiatowym działaczem z jasno wytyczonym celem - oddania swojego doświadczenia, sił i zdolności na rzecz polskiego Górnego Śląska.

17 XI 1918 r. uczestniczył w zwołanym w tarnogórskim hotelu "Prinz Regent" publicznym wiecu, na którym organizowano Polską Radę Ludową miasta Tarnowskie Góry, był też współorganizatorem odbywających się w dniach 17 XI - 1 XII 1918 r. na terenie całej prowincji śląskiej wyborów deputowanych do Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu (SDwP). Zapewne w uznaniu zasług, został wybrany delegatem na w. w. Sejm, gdzie w dniach 3-5 XII 1918 powołano do życia Naczelną Radę Ludową, ta zaś zleciła utworzenie Powiatowej Polskiej Rady Ludowej dla powiatu tarnogórskiego. Gajdas, wraz z Szylerem i Krupą - znalazł się w jej radzionkowskiej reprezentacji.

Gajdas zaangażował się równolegle w tworzenie struktur powstańczych stając się jedną z głównych postaci POW (Polskiej Organizacji Wojskowej) Górnego Śląska. Organizacja ta opierała się na zasadach wojskowo-konspiracyjnych. Jej pierwotnym celem było skupienie zaprzysiężonych członków oraz gromadzenie broni i innych środków materiałowych. Terytorium Górnego Śląska podzielono na okręgi, które swym zasięgiem pokrywały się z obszarami powiatów. Każdy okręg miał wystawić formację odpowiadającą pułkowi. Gajdas działał w Głównym Komitecie Wykonawczym POW GŚ w Bytomiu, na którego czele stał Józef Grzegorzek. Jako członek tej organizacji uczestniczył - wraz z komendantem POW GŚ na powiat tarnogórski Janem Zejerem- w pamiętnym zebraniu na terenie istniejącego do dziś w Bytomiu domu polskiego, tzw. "UL"-a. Krótko po nim, w lutym 1919 roku, powiatowi spiskowcy zebrani w radzionkowskiej aptece, w domu Gajdasa, złożyli przysięgę ślubując "walczyć do ostatniej kropli krwi, aż złączy się Górny Śląsk z Polską".

Ludwik Łakomy w 1931 r. na łamach "Powstańca Śląskiego" napisał: "[...] w Radzionkowie, zwanym przez Niemców >>małą Warszawą<< biło tętno niepodległościowe całego powiatu tarnogórskiego; tam to, w aptece Gajdasa [...] była kuźnia myśli polskiej". Jak ważną rolę pełnił Gajdas w POW odzwierciedla fakt, że to właśnie jemu przypadł zaszczyt wprowadzenia jej powiatowego sztandaru celem poświęcenia w kościele w Starych Tarnowicach. Na sztandar ten ślubowali następnie wierność wszyscy nowo przyjęci.

EmilNa wybuch walk z Niemcami, wobec zaogniającej się na Górnym Śląsku sytuacji, nie trzeba było długo czekać. W nocy z 16 na 17 sierpnia 1919 roku wybuchło I powstanie śląskie. Siłom niemieckim rozlokowanym w Tarnowskich Górach, Świerklańcu, Mikulczycach (wtedy jeszcze w powiecie tarnogórskim), Ptakowicach, Wieszowej i Radzionkowie powstańcy powiatowi pod wodzą Zejera przeciwstawili około 1200 PeOWiaków. Gajdas oraz jego pasierb - Walter Larysz znaleźli się w ich najliczniejszym-obejmującym 238 osób - radzionkowskim zgrupowaniu.

Powstanie w powiecie tarnogórskim trwało zaledwie jeden dzień. Po rozbrojeniu niektórych oddziałów Grenschutzu insurgenci zmuszeni zostali przez Reichswerę do wycofania się za Brynicę, gdzie znaleźli schronienie w polskich obozach w Grodźcu i Bobrownikach (będzińskich). Sam Gajdas przebywał też później w obozie dla uchodźców w Szczakowej.

Dla niego ten jednodniowy epizod był brzemienny w skutki. Nie mógł tymczasowo wrócić do Radzionkowa, skąd wieści dla niego i Waltera przynosiła żona Laura wykorzystując nieszczelności kordonu granicznego na Brynicy, którą przechodziła nocami w bród. Trwało to aż do późnej jesieni, kiedy to, po kolejnej nocnej przeprawie, w listopadzie zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Miała zaledwie 42 lata. Po jej śmierci, według przekazu "Katolika", być może prawdziwego, na pierwszy rzut oka jednak noszącego wyraźne znamiona propagandowe, Emil Gajdas i Walter Larysz poprzysięgli pomścić jej śmierć. W połączeniu z plotką, że Laura nie zmarła na wskutek choroby ,ale po torturach zadanych jej w niemieckim więzieniu jako łączniczce ,żonie i matce powstańca- jej śmierć nie przeszła bez echa. Wpłynęła znacząco na wzrost patriotyzmu Radzinczan oraz zwiększenie ich prusofobii. Na wskutek mediacji prowadzonych przez zwycięskich w I wojnie aliantów- ostatecznie zezwolono śląskim powstańcom na powrót do domów po drugiej stronie Brynicy. Gajdas- w uznaniu zasług - został w 1920 roku mianowany polskim komisarzem plebiscytowym na powiat tarnogórski. Jego rezydencją stał się na kilka tygodni wspomniany już hotel "Prinz Regent" na Nowym Rynku w Tarnowskich Górach. Wyniki plebiscytu, który odbył się 20 marca 1920 roku, były w powiecie tarnogórskim bardziej korzystne dla Polski niż na całym Górnym Śląsku. Spośród 44739 głosujących za Polską oddało głosy 27513 osób (61,75%), zaś za Niemcami 17078 (38,25%). Nie mniej jednak jako całokształt plebiscyt stanowił dla Polski porażkę i znakomicie zdający sobie z tego sprawę Wojciech Korfanty - którego zwolennikiem był dotychczas Gajdas - postanowił nasilić starania dyplomatyczne aby zmienić rysującą się bardzo niekorzystnie granicę poplebiscytową. Również w "uznaniu zasług" Emil Gajdas został w tymże roku "obsmarowany" wraz z Laryszem w niemieckiej prasie jako "szczególnie bojowy prowodyr i agitator w powiecie tarnogórskim".

Przygotowania do następnego powstania szły pełną parą. Broń ukrywano, według tarnogórskich Niemców, w psich budach, ulach, spróchniałych drzewach, stosach drewna, lasach i ogrodach. Ostatecznie drugi śląski zryw zbrojny stał się faktem w nocy z 19 na 20 sierpnia 1920 roku, a Gajdas został mianowany przez dowodzącego nim w powiecie Jana Zejera swoim zastępcą. Obaj zresztą podobno znakomicie się uzupełniali – pierwszy jako zdolny dowodzący, drugi zaś jako specjalista od spraw społeczno-politycznych i administracyjnych.

Również te powstanie nie przyniosło wymiernych skutków. Nie objęło nawet stolicy powiatu. Dla Gajdasa było jednak kolejnym punktem przełomowym. Dotychczasowy zwolennik chadecji i wielkiego Korfantego zaczął spoglądać w inną stronę - nie podobało mu się kunktatorskie podejście do kwestii polskości Górnego Śląska. Chciał decydującego zrywu i ostatecznej próby sił.

Rok 1921 - rok III powstania - pozwolił naszemu Aptekarzowi na rozwinięcie swoich talentów organizacyjnych- został komisarycznym burmistrzem Tarnowskich Gór na czas jego trwania. Dyktator Korfanty wraz z jego, czasami aż rażąco, trzeźwym podejściem do skomplikowanych spraw górnośląskich, ostatecznie przestał był dla niego autorytetem, bo i to powstanie nie poszło po jego myśli. Ostatecznie jednak przyczyniło się do wydarcia Republice Weimarskiej pokaźnego kawałka spornego terenu. Tak więc długoletnie polityczne rojenia znalazły swój szczęśliwy finał- powiat tarnogórski, choć nieco okrojony- znalazł się ostatecznie w granicach Rzeczpospolitej...

Można by powiedzieć - rok tryumfu. Była jednak i kolejna osobista strata. W majowym ataku na niemieckie pozycje w Rybniku zginął Walter Larysz- kolejna ofiara poświęcona Polsce w rodzinie Gajdasa. Larysz był pierwszym oficerem wojskowym, jakiego pochłonął ten śląski zryw. Efektem ofiarności w dążeniu do polskości Górnego Śląska stało się udekorowanie bohatera, wkrótce po wkroczeniu Wojska Polskiego na nowo zyskane ziemie, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Akt nominacyjny podpisany przez tak znane w polityce postacie jak prezydent Wojciechowski, czy znam nam dziś szerzej z faktu śmierci w katastrofie gibraltarskiej- premier Sikorski- mówi sam za siebie... 10 lutego 1922 roku - korzystając z nadarzającej się okazji zakupił od Rothkegla aptekę "Pod Orłem", w której dawniej pracował. Wziął też na siebie zobowiązania spłaty części udziałów, jakie miała wdowa po poprzednim właścicielu- Dennigerze. Pomimo dopilnowania wszelkich procedur i formalności, kilkanaście lat potem- w grudniu 1939 roku-zakup ten odbił się czkawką na jego rodzinie. Potomek Dennigerów w mundurze oficera Wehrmachtu znalazł krewnych Gajdasa w Krakowie i szantażował jakoby nieuregulowanymi należnościami za aptekę...Na szczęście sprawa nie przeniosła się na poważniejsze konsekwencje.

Pamięć o Laurze - dystyngowanej damie poznanej na praktykach w Strzelcach Opolskich, którą los rzucił wraz z Gajdasem do Radzionkowa - a później w sam środek polsko-śląsko-niemieckiej powstańczej awantury - poskutkowała zmianą nazwy apteki. Odtąd zwała się ona "Apteka Laury" i pod taką nazwą występuje jeszcze i dzisiaj.

Radzionków w granicach II Rzeczpospolitej był w pewnym stopniu ewenementem- takich jednostek samorządowych było w całym kraju tylko kilka. Już nie typowa wieś, ale jeszcze nie miasto. Tak więc- znowu pole do popisu dla społecznika z wielkim sercem, ambicjami, a teraz także pieniędzmi i znajomościami. Emil Gajdas działał w "Sokole" (gdzie nowych członków często motywował rozdając bezpłatnie...buty), Kole Śpiewaczym "Orion", Związku Obrony Kresów Zachodnich, Towarzystwie Czytelni Ludowych, nauczał również fizyki i chemii w gimnazjum w Szarleju.

Przewrót polityczny w 1926 roku, nazwany szumnie "zamachem majowym", skłonił naszego bohatera do obrania nowej drogi. Postawiony został przed wyborem - albo obroną zwyrodniałej demokracji parlamentarnej i skazanie się na bezcelowe działania w opozycji - albo pójście za ciosem i samorealizację w realiach nowej, sanacyjnej władzy. W tym momencie biografii wielu mogło by zarzucić Gajdasowi oportunizm. Po początkowym sprzeciwie, którego efektem było m. in. współtworzenie antysanacyjnego Narodowego Związku Powstańców i byłych Żołnierzy - koniec końców jednak przystał do sanatorów. Sytuacja ta jednak była tylko wypadkową wcześniejszego odejścia Aptekarza od kunktatorstwa chadeckich "Korfanciorzy" i tęsknoty za nowym- lepszym porządkiem. Polska lat 1922-1926 nie spełniła jego oczekiwań. Nie tak miało wyglądać państwo, do którego przez tyle lat prowadził swój Górny Śląsk. Porządki, jakie zaczął wprowadzać na terenie województwa nowy wojewoda Grażyński, na czele ze zdecydowanie antyniemieckim kursem, wpasowały się w poglądy i przekonania byłego powstańca.

Jako zwolennik Piłsudczyków już rok po zamachu majowym stał się członkiem Wydziału Powiatowego w Tarnowskich Górach. Tam właśnie los zetknął go z pracownikiem starostwa- Jerzym Ziętkiem-zdolnym synem kolejarza skazanym na wegetację na podrzędnym stanowisku. Zapracowany Gajdas, jak trafnie stwierdził jego syn Jan, "Upodobał go sobie". Wyczuł w nim bratnią duszę i traktował jak członka rodziny. Sprawił, że Ziętek wkroczył do lokalnej a potem państwowej polityki. Idąc więc dalej, i nieco wyprzedzając fakty, w twierdzeniu iż gdyby nie Gajdas nie byłoby przyspieszonego rozwoju Radzionkowa w okresie międzywojennym ( co poskutkowało nadaniem praw miejskich po wojnie), nie byłoby też Wojewódzkiego Parku Wypoczynku i Kultury w Chorzowie czy "Spodka" w Katowicach- nie ma krzty przesady.

Ale po kolei. W roku 1927 , pewnie nie bez udziału pewnych wysoko postawionych na szczeblu wojewódzkim sanatorów, wytoczono ciężkie działa przeciwko dotychczasowemu naczelnikowi gminy Radzionków-pochodzącemu z Woźnik Pawłowi Bronclowi. Na wskutek zarzucanych mu nadużyć władzy musiał opuścić urząd, który jednak nie wakował zbyt długo, bo komisarycznym naczelnikiem szybko mianowano oczywiście Emila Gajdasa. Ziętek stał się jego "technicznym doradcą" na nowym stanowisku. Nadmiar obowiązków, bo do opisanych powyżej doszły jeszcze działalność w Narodowo-Chrześcijańskim Zjednoczeniu Pracy i Chrześcijańskiej Unii Gospodarczej Stanu Średniego, sprawił jednak, że postanowił wkrótce przekazać Ziętkowi całkowite kierownictwo radzionkowskiej władzy. Zresztą pewnie właśnie z myślą o takiej ewentualności zgodził się ten urząd objąć.

Dziś procedura dla nas dziwnie niedemokratyczna- taka jednak były sanacyjna rzeczywistość polityczna i dwójka nowych przyjaciół sprytnie to wykorzystała Jerzy Ziętek został więc w 1929 roku komisarycznym naczelnikiem Radzionkowa z Gajdasem w roli nieoficjalnego pomocnika. 15-tysięczna, tonąca w błocie i nieczystościach (brak kanalizacji), nie posiadająca praktycznie dróg z prawdziwego zdarzenia, gmina zaczęła swój marsz ku lepszej przyszłości. Ale początki nie były łatwe. Jeszcze dziś w niektórych ościennych miejscowościach uważa się rodowitych mieszkańców Radzionkowa za zatwardziałych konserwatystów, niechętnym nowinkom i ludziom z zewnątrz. Wówczas-na początku lat trzydziestych- nie było inaczej. O ile Gajdas miał estymę i poważanie z racji swojej działalności politycznej i farmaceutycznej, o tyle Ziętek - homo novus "wybrany" dodatkowo w taki a nie inny sposób-spotkał się z silnym oporem opozycji do której należeli m. in. nestor rodu Letochów czy ksiądz proboszcz Knosała. Ludzi należało przekonać czynami, więc zaczęto od "wysokiego C" stawiając na początek dziesięć nowych domów mieszkalnych z funduszu wojewódzkiego. Powstał też pomysł usypania na Księżej Górze kopca poświęconego osobie naczelnika państwa -Piłsudskiego.

Rok 1930 mógł się stać rokiem końca tandemu Ziętek-Gajdas, bo w wyborach do rady gminy, pomimo wielomiesięcznych zabiegów, nie uzyskali większości. Sprawa teoretycznie wyglądała na straconą- ale nie dla dla naszego Działacza! Wystarczył szybki wniosek z protestem przeciwko ważności wyborów żeby sprawa zaczęła się ślimaczyć. Rok później Ziętek został już naczelnikiem gminy legalnie, choć dziś wielu tę legalność mogło by kwestionować- i nie można pozbawiać ich prawa do własnego zdania. Ot- po raz kolejny spryt Gajdasa, połączony z poparciem jego osoby przez wpływowych ludzi - został wykorzystany. Jak się miało okazać- z samymi korzyściami dla jego małej ojczyzny.

Wracając jeszcze do 1930 roku- 21 czerwca - podczas "najdłuższego dnia " -jak zapamiętał tę datę syn naszego bohatera Jan -Emil Gajdas ożenił się po raz drugi. Małżeństwo było o tyle ciekawe, że jego nową wybranką stała się siostrzenica pierwszej żony Laury- Stefania Spat. To właśnie jej matka, a siostra Laury- Marta zaaranżowała ten związek . Pomimo dosyć znacznej różnicy wieku okazał się szczęśliwy, a wkrótce na świecie pojawił się pierworodny potomek (1932).  Także w roku 1930 nastąpiło jeszcze jedno ważne wydarzenie w biografii Radzionkowskiego Aptekarza- w maju został wybrany posłem na Sejm Śląski II kadencji, a po jego rozwiązaniu we wrześniu tego samego roku i ponownych listopadowych wyborach- także III kadencji. W sejmie tym piastował przez dwa lata funkcję wicemarszałka ( dopóki sam z niej nie zrezygnował w akcie protestu przeciwko sposobowi sprawowania urzędu przez marszałka Konstantego Wolnego). Gajdas był też deputowanym do ostatniego Sejmu Śląskiego toczącego obrady w latach 1935-1939.

Jako osoba będąca "na świeczniku" starał się wykorzystywać swoje znajomości załatwiając różnorakie subwencje, dotacje i korzystne pożyczki, dzięki którym Radzionków cały czas piękniał i ulegał modernizacjom. Do legendy przeszły słynne styczniowe „gwiazdki", na które Ziętek, za pośrednictwem wicemarszałka śląskiego Sejmu, zapraszał szychy z grona śląskiej sanacji.

Znajomości i sieć wzajemnych powiązań dotyczących różnych spraw doprowadziły też do powstania nowej radzionkowskiej gazety. Historia zdaje się być rodem z dobrego filmu akcji. W 1932 roku w pobliskim, ale leżącym już za granicą, Bytomiu bankrutowała drukarnia im. Karola Miarki, w której wydawany był "Katolik". Ziętek i Gajdas "wyczuli pismo nosem" i szybko zakupili za bezcen ,na żonę tego drugiego i za jej spadkowe pieniądze, maszyny i urządzenia z myślą przewiezienia ich do Radzionkowa. Problemy były dwa - należało to zrobić na tyle cicho, żeby niemieckie władze nie rozdmuchały sprawy maszyn czyniąc z nich (zresztą słusznie) przyszłe narzędzie sanacyjnej propagandy, zaś dwa-brak rozgłosu miał umożliwić uniknięcie opłat celnych , które z intratnej transakcji mogły zrobić o ile nie deficytową- to na pewno mniej opłacalną. Po raz kolejny radzionkowski duet święcił tryumf-podnajętymi od władz kopalni "Radzionków" ciężarówkami, nocną porą, przekupując niemieckich i polskich celników- maszyny trafiły w końcu do budynku apteki Gajdasa. Tak powstał "Głos Radzionkowski".

Syn Aptekarza- Jan wspomina po latach nocne czwartkowe czy piątkowe nasiadówki przy ostatecznej redakcji gazety: " Zawsze były przy tym obecne trzy osoby- Ojciec, Ziętek i prokurator z Tarnowskich Gór-Włodarczyk. Ci dwaj ostatni byli przeze mnie nazywani "Grubym wujkiem" i "Chudym wujkiem" ( Włodarczyk przetrwał wojnę. Po jej zakończeniu pracował krótko w zawodzie na Pomorzu Zachodnim w Wałczu. Potem był buchalterem)". "Głos Radzionkowski" stał się rzeczywiście lokalną gazetą, w której prezentowano sanacyjny punkt widzenia na sprawy dotyczące problemów miejscowości, powiatu, województwa i kraju. Wydawany po kosztach stał się na tyle poczytny, że wkrótce doprowadził do bankructwa chadecką "Gazetę Radzionkowską". Tym samym wytrącono jakże ważną broń prasową opozycji zyskując poważny atut w walce o radzionkowski "rząd dusz". Redakcja znajdowała się wówczas obok apteki- tam gdzie dziś mieści się sklep z częściami samochodowymi.

Naczelnik Ziętek nie ograniczał jednak swoich wizyt u Gajdasów do omawiania spraw związanych z "Głosem". "Gruby wujek" znalazł w mieszkaniu nad "Laurą" drugi dom, w którym przesiadywał częściej niż we własnym. To tam rodziły się pomysły takie jak przeciągnięcie na stronę naczelnika proboszcza Knosały ( zgoda na budowę kościoła w Rojcy), zorganizowanie pierwszych ogródków działkowych (motywowane chęcią pomocy ludziom w latach światowego kryzysu), wybudowanie małego stadionu w Rojcy i większego w Radzionkowie- na terenie dzisiejszego targowiska( zyskał - a jakże- patronat Michała Grażyńskiego), zaprojektowanie i budowa parku na Księżej Górze, którego główną atrakcją były hangary z szybowcami oraz strzelnica. Projekt i realizacji budowy drugiej radzionkowskiej szkoły i projekt budowy przychodni zdrowia -to także efekt tamtych rozmów przy filiżance herbaty czy czegoś mocniejszego. Dziś niestety tylko ulica usytuowana przy tych budynkach (nie licząc pamiątkowej tablicy na aptece) upamiętnia osobę ich pomysłodawcy.

Gajdas działał jednocześnie w Obozie Zjednoczenia Narodowego, jako jego powiatowy prezes (od 1937 roku) a w miesiącach poprzedzających wybuch II wojny współprzewodniczył Komitetowi Zbiórki na rzecz Funduszu Obrony Narodowej. Wojna zbliżała się bowiem wielkimi krokami i nasz wielki społecznik zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Dowodem tego był zakup domu w Krakowie na Prądnickiej bocznej (dziś ul. Lekarska), w którym, w razie ostatecznej konieczności, miała się schronić jego rodzina i rodzina Ziętka.

Decyzja ewakuacji krewnych zapadła w sierpniu 1939 roku, zaś 2 września przyjaciele- najprawdopodobniej obaj widniejący na niemieckich listach osób przeznaczonych do likwidacji- zarekwirowaną ciężarówką uciekli na wschód w stronę cofającej się polskiej armii i administracji. Ich celem była Rumunia, do której jednak nigdy nie dotarli. Przez Kielce i Tarnopol, gdzie wkraczający Rosjanie zarekwirowali im wóz, dotarli do Lwowa. Miasto znalazło się po sowieckiej stronie linii demarkacyjnej, więc czuli się względnie bezpieczni. Gajdas zaczął nawet pracę w aptece, ale wkrótce podupadł na siłach i zachorował. W czerwcu 1940 roku Ziętka wywieziono do Rybińska. Wkrótce zaś władze radzieckie wydały zarządzenie wydalające tymczasowych rezydentów Lwowa minimum 50 km od tego miasta. W ten sposób Emil Gajdas trafił do punktu aptecznego w Stratynie w powiecie rochatyńskim gdzie dzień po 11 rocznicy ślubu ze Stefanią dowiedział się o wybuchu wojny niemiecko- radzieckiej . Zmuszony do ponownej eskapady do Lwowa ( w większym mieście łatwiej się ukryć) zapuścił brodę i zmienił nazwisko na Hajdas. Rozpracowanie przez gestapo mogło być jednak tylko kwestią czasu- więc zdecydował się na powrót do Generalnej Guberni pod pseudonimem Piotr Goraj. Zakamuflował się w Górze Kalwarii pod Warszawą, gdzie pracował jako ogrodnik w domu starców. Latem 1942 roku spotkał się ze Stefanią i Janem- pierwszy i jedyny raz pod okupacją niemiecką. Syn do dziś pamięta to spotkanie i wspomina je ze wzruszeniem.

W 1944 roku, być może w związku z wydarzeniami w Warszawie (powstanie) czy też z obawy przed zbliżającą się nową- tym razem wschodnią- nawałnicą Gajdas vel Goraj przemieścił się do Pilicy w okolice Zawiercia i tam podjął pracę jako magazynier w spółdzielni mleczarskiej. "Wyzwolenie" ze wschodu pozwoliło mu w końcu wrócić przez Kraków (gdzie miał odwiedzić rodzinę- choć jego potomek dziś tego faktu sobie nie przypomina) do Radzionkowa. Wrócił na Śląsk, do Polski , ale miało się wkrótce okazać, że z tych pojęć zostały tylko nazwy.

Emil G

A z pozoru nic nie zapowiadało radykalnych zmian. Nasz bohater był przecież bojownikiem o wyraźnie antyniemieckim nastawieniu- co powinno się przełożyć na język powojennej sowieckiej nowomowy na prawdziwego "gieroja". Istniała jednak druga strona medalu- aktywna działalność sanacyjna teraz nie była już atutem, ale wytykanym błędem.

Powojenne spotkanie z Ziętkiem na krótką metę dało Gajdasowi swego rodzaju "list żelazny". Dostał jakieś zaświadczenie, dzięki któremu mógł podjąć działalność w odradzającej się polskiej administracji, Gminnej Radzie Narodowej. Przyjaciel, który wiele mu zawdzięczał wciągnął go także do prezydium nowego Związku Weteranów Powstań Śląskich. To był już jednak przysłowiowy "gołębi śpiew". Klamka zapadła- dla sowietów nasz działacz miał zbyt bogata przeszłość, był zbyt inteligentny żeby nie widzieć negatywnego aspektu zmian w powojennej Polsce. Stalinowscy urzędnicy wiedzieli, że żarliwy patriotyzm Aptekarza nigdy nie pozwoli mu na bierną akceptację nowego porządku. O ile w roku 1926 Gajdas mógł oczekiwać zmian na lepsze- to w latach 1944/45 wiedział, że takowe szybko nie nastąpią. Szybko został więc uznany za wroga ludu, a latem 1948 roku przyszło pismo nakłaniające go do zrezygnowania z funkcji pełnionej w Radzie Gminy w imię dania szansy "młodemu narybkowi".

Zaawansowana choroba - cukrzyca - dawała się Gajdasowi we znaki od dawna- jednak dopiero to pismo- jak zaświadcza jego syn- podcięło mu ostatecznie skrzydła. Oto On- polski patriota, syn śląskiej ziemi dla której poświęcił młodość, żonę, przybranego syna, spędził dojrzałe lata działając charytatywnie w mnogich organizacjach, był zmuszony tułać się całą wojnę, koniec końców zaś wypromował i "wyciągnął z błota" miejscowość, którą sam wybrał na miejsce swojej egzystencji- został odstawiony na boczny tor, odrzucony przez chłystków lansujących "nowy narybek"- tak samo niedouczony i niedoświadczony jak oni sami.

Styrany życiem bohater nie doczekał swoich 70-tych urodzin. Zmarł 9 grudnia 1948 roku w Radzionkowie osieracając żonę i 16-letniego syna. "Zaszczuli go na śmierć"- stwierdził po latach Jan Gajdas. Jego pogrzeb - wbrew intencjom i oczekiwaniom nowych PRL-owskich władz - stał się wielką manifestacją patriotyczną, na którą przybyło "pół Radzionkowa". Płomienną mowę nad grobem wygłosił Jerzy Ziętek, który, choć wiedział, że naraża się przełożonym- nie mógł nie docenić swojego mentora ( za co- jak stwierdził po latach Stefanii- spotkały go zresztą spodziewane nieprzyjemności). Dziś grobowiec rodziny Gajdasów możemy oglądać na radzionkowskim cmentarzu przy pierwszej alejce ciągnącej się wzdłuż torów. Złożono w nim Emila, jego dwie żony i Waltera Larysza.
Jacek Lubos

Zgłoś awarię oświetlenia

Podaj ulicę i numer posesji
całodobowy nr tel.: 801-800-103
e-mail: oswietlenie@radzionkow.pl